W naszym domu nienaturalna cisza, pozmywane naczynia i przyciszona muzyka.
Brak najnowszych seriali, wypraw do kina i imprez.
Nie spędzamy tez czasu na odwiecznych rozważaniach „jak ulepszyć wszechświat” oraz „bo ja to bym chciała byc królewną”.
Nawet radosny skład z Jadźwingów sie nie pokazuje bo ma sesję.
Nadeszła atmosfera naukowa – tak dawno nie widziana w tym domu, że aż przez chwilę nierozpoznana.
Michał pisze magisterkę.
p.s. dramatyzm tej notki jest zamierzony. Na pocieszenie mogę dodać, że jest on podszyty sporą dawką mojego szcześcia – bo ja juz nie muszę!
Ucząc się z Gosią również spoglądamy na siebie z przestrachem, że taka cisza ..jak nie u nas. Naprawię wpadanie do was :)
OdpowiedzUsuńMy też mamy pocieszenie - istnieje jeszcze magiczny termin "po sesji"! :)
kochana żona, nie ma to jak dobijać leżącego ;)
OdpowiedzUsuńNo ba! Od czego jest żona w końcu ;)
OdpowiedzUsuń