Już nie będę się śmiać z tych przytłoczonych techniką, niech to będzie moje spóźnione postanowienie noworoczne.
A było tak:
Mój operator komórkowy skutecznie skłonił mnie do przedłużenia umowy. W piątek odebrałam nowy telefon - tradycyjnie Motorola, tym razem flipout. Oprócz tego co "naprawdę ważne" czyli 3 różnokolorowych wymiennych obudów ;) był jeszcze jeden mały szczegół - to był pierwszy smartfon, który miałam w ręku dłużej niż chwilę. Zwykle opanowanie telefonu to było pół godziny tak nagle okazało się, że tu jest do dyspozycji cała gama rozrywek :
- poszukiwanie zasięgu (bo jak się okazało domyślne 3G nie jest najlepszym rozwiązaniem)
- przyzwyczajenie się, że każde dotknięcie coś znaczy
- synchronizacja kontaktów z Gmailem (to już nie wystarczy karta SIM?!)
- nauczenie telefonu nie łącznia się nieprzemyslanie z internetem za moje pieniądze
Oprócz tego były jeszcze przyjemne odkrycia: maile, blog, facebook na komórce, tysiac głupich i niegłupich androidowych aplikacji, rozpoznawanie piosenek itd. itp.
Morały są dwa:
Już nie będę się śmiać pobłażliwe "trochę techniki i już się gubisz". Podczas pierwszych paru godzin zgubiłam się jak dziecko.
Już nie będę twierdzić, że mój telefon musi tylko dzwonić i smsować. Wiem, że wszystkie opcje ponad to wykreowane marketingowo potrzeby, ale... jakie to fajne! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz