środa, 19 stycznia 2011

cisza w eterze

W naszym domu nienaturalna cisza, pozmywane naczynia i przyciszona muzyka.
Brak najnowszych seriali, wypraw do kina i imprez.
Nie spędzamy tez czasu na odwiecznych rozważaniach „jak ulepszyć wszechświat” oraz „bo ja to bym chciała byc królewną”.
Nawet radosny skład z Jadźwingów sie nie pokazuje bo ma sesję.

Nadeszła atmosfera naukowa – tak dawno nie widziana w tym domu, że aż przez chwilę nierozpoznana.
Michał pisze magisterkę.



p.s. dramatyzm tej notki jest zamierzony. Na pocieszenie mogę dodać, że jest on podszyty sporą dawką mojego szcześcia – bo ja juz nie muszę!

3 komentarze:

  1. Ucząc się z Gosią również spoglądamy na siebie z przestrachem, że taka cisza ..jak nie u nas. Naprawię wpadanie do was :)
    My też mamy pocieszenie - istnieje jeszcze magiczny termin "po sesji"! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kochana żona, nie ma to jak dobijać leżącego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No ba! Od czego jest żona w końcu ;)

    OdpowiedzUsuń