poniedziałek, 3 września 2012

poczatek roku szkolnego

3 wrzesnia. Znow licealisci laza po "mojej" sciezce rowerowej kolo pracy.
Pamietam powroty do mojego liceum. Niesamowita magie wrzesnia, ktora sprawiala, ze nawet chetnie wracalam do szkoly. Szykowalam sobie zeszyty, kupowalam, nalepki, skoroszyty, segregatory, snulam plany (bo przeciez w tym roku bedzie inaczej, "nawet niemieckiego bede sie uczyc"). Oczywiscie zupelnie nie zmienialo to faktu, ze dwa miesiace pozniej, gdzies w okolicach dojmujacego obrzydliwego listopada wiedzialam juz, ze nic nie uleglo zmianie. Szkola byla taka jak zwykle i conajmniej co drugi poranek stojac na ostatnim przejsciu przed szkola (gdzie zawsze bylo czerwone) mialam ochote jednak nie isc. I niemiecki. Niemiecki byl we wtorki i czwartki. W czwartki w okrutnym polaczeniu z fizyka i PO.

Mysle sobie, jak fajnie jest przezywac radosci planowania i postanowien, ale bez roku szkolnego.

Kupilam sobie lsniacy zeszyt jeszcze pachnacy nowoscia i planuje... zobaczymy co z tego wyniknie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz