Nie wiem gdzie umykają mi te ćwiartki roku. Szczególnie te letnie, kiedy bagaz podreczny stoi wiecznie nierozpakowany - gotowy do przepakowania i zabrania gdzies indziej, gdzieś dalej.
Jeszcze niedawno zimny kwiecień i ostatnia notka... ale zaraz potem gorący weekend majowy w parkach narodowych, bieszczady w czerwcu, superzimne lipcowe żagle etc. Trochę mi się nazbierało zaległych relacji fotograficznych :) Tym bardziej, ze przeciez sa jeszcze weekendy.
W miedzyczasie miedzy weekendami jak co roku odkrywam lato w miescie: lezaki na balkonie, spacery nad wisla, puste ulice i szybka jazde rowerem (albo wolna i stateczna jesli do pracy). Mam wrazenie, ze co roku w Warszawie jest fajniej latem, jest wiecej miejsc, rzeczy do zrobienia, ulic do zobaczenia. Moze tez byc tak, ze powoli przyzwyczajam sie do faktu, ze lato nie oznacza juz trzymiesiecznych wakacji, lecz srodowisko biurowe... Choc z drugiej strony chyba slabo z tym przyzwyczajeniem, jesli w kazdy sloneczny ranek mam ochote pojechac rowerem w strone supelnie inna od planowanej, usiasc na Kopie Cwila i pic zimne biale wino w dobrym towarzystwie. I dobrze :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz