wtorek, 10 stycznia 2012

zmarnowane szanse

Macie czasami tak, że chcielibyście przeżyć coś jeszcze raz? Mieć znowu te same wakacje i pojechać zupełnie gdzie indziej niż się pojechało? Spotkać się z kimś ale rozmawiać zupełnie o czymś innym niż się gadało? Inaczej przeżyć jakiś dzień? Ja mam.
Może nie często ale czasami zdarza mi się, że chciałabym mieć szansę, żeby się lepiej przygotować do jakiegoś dnia. Jak pięknie nie biegać w ostatniej chwili za prezentem dla przyjaciółki tylko kupić coś super hiper przemyślanego i znaczącego, upiec ciasto do pracy zamiast z przekleństwem na ustach poszukiwać czystej pary jeansów i biec spóźniona, pójść na basen zamiast oglądać seriale.

Raz do roku jestem prawdziwą szczęściarą - dostaję święta Bożego Narodzenia po raz drugi. Michał jest prawosławny i dlatego każdy 6 stycznia to dla nas kolejna Wigilia. Miałam nadzieję, że trochę to wykorzystam - upiekę pierniczki, trochę się ogarnę, może nawet napiszę jakąś piękną i mądra notkę na bloga (dla odmiany) ale niestety... o ironio... w tegoroczne święta dopadło mnie paskudne przeziębienie, katar do pasa i gorączka. Spędziłam je więc walcząc nie o świąteczny nastrój czy przekaz ale o to żeby nie paść twarzą w jarzynową sałatkę.

Morał z tego jest jeden - powinnam spędzać więcej czasu w ciepłych krajach bo Polska nawet okraszona wigilijnym śledziem i świąteczną wódką, zwyczajnie zimą mi szkodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz