środa, 19 października 2011

Powroty z wakacji.

Pierwszy tydzień jest zawsze dobry. Powrót do domu. Do pracy i ludzi których się lubi. Opalenizna jeszcze  trzyma się mocno, obróbka zdjęć przywołuje najlepsze obrazy, w kuchni jeszcze inspiracje z podrózy. Nieznudzeni odpowiadamy na pytania jak było.

Drugi tydzień jest najgorszy na świecie. Jest oraz zimniej i ciemniej, a wszystkie rzeczy pozostawione samym sobie na 3 tygodnie skaczą Ci prosto na głowę.
Następne wakacje hen. Opalenizna wysuszona na przemian zimnem na dworze, klimatyzacją w biurze i kaloryferami w mieszkaniach znika w oczach. I można sobie wiele mówić o tym, jak bardzo się lubi swoją pracę, ale nadchodzi 7.30 i budzik i już się chce zostać tylko królewną. Wyłączyć to dzwoniące ustrojstwo raz na zawsze.

A w trzecim tygodniu już jest się w domu. Chociaż nadchodzi zima i nadal nie jest się królewną. Można polubić na nowo przymrozkowe poranki z ostrym słońcem i zapachem iści. Spróbować pysznej lazanii robionej przez Michała. Nalać sobie do niej kieliszek czerwonego wina i słuchać całej smętnej muzyki jaka jest dozwolona tylko jesienią. Koniecznie grać w gry, oglądać seriale i toczyć długie rozmowy do nocy. Imprezować najlepiej jak się da, bo z ludźmi do których chce się wyjść w to zimno.
Jak widać wróciliśmy na dobre...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz