niedziela, 18 września 2011

Poranek pod znakiem

Jest 7.50, pierwszy prawdziwy dzien wakacji. Leze egipskich ciemnosciach i zastanawiam sie jak to jest, ze znowu zapomnialam, ze tak tu wygladaja poranki. Ze nie sa porankami tylko noca :)
Wyprawe zaczelismy w piatek wieczorem. Oczywiscie tak jak bylam zdrowa jak kon przez ostatnie 6 mies, tak w piatek obudzilam sie z katarem i stanem podgoraczkowym. Nie pomgl mu niestety fakt, ze na polski bus do Krakowa czekalismy ponad godzine. Mielismy wyjezdzac o 23.45, a tymczasem lekko ubrani stalismy na przystanku do 1 w nocy przy 8 stopniach! Ale zaczelo sie! Nocna wyprawa busem, potem lot do Malagi, wynajecie caddy maxi life, gdzie komfortowo miesci sie nasza siodemka i kolejne 2 godziny pieknymi, bezplatnymi autostradami do Sewilli, tam troche sie pogubilismy i wreszcie dotarlismy do naszego hotelu Pension Gala. Wystarczyla godzina i juz pierwsze tapasy, paella i lazenie po miescie...
(Nie zdazylam tego wyslac rano wiec jeszcze dopisuje)
Dzis dzien w stu procentach aktywny - alcazar i jego ogrody, potem plaza de Espana, katedra, a na koniec jakby wszystkiego bylo malo walki bykow!
Alcazar przecuwny i bajeczny, rezydencja krolow ach ;) krolewna byc!
Katedra jak w grach fantasy, wielka, niesmowita, zdecywanie nie dajaca sie zaklasyfikowac latwo.
Walki bykow kontrowersyjne. Ciezko napisac cos wiecej (jeszcze nadrobie) bo znow wieczor i znow pora na wino i tapasy :) ole! A i jeszcze: temperatura 32 stopnie :)

 Pare obrazków z Sewilli:

1. Pierwszy wieczór i kolacja w poleconej w hotelu restauracji. Kelner (zażywny, albo mniej eufemistycznie - gruby) Hiszpan, zagadywał nas, "pomagał" wybrać dania (w cudzysłowiu bo ta pomoc była dość dyktatorska ;) i cały czas krzyczał na zaplecze "Antonio!" Anotnio przyszedł wreszcie we własnej osobie i zaprezentował imponującą paelle - czyli potrawę z ryżu i wszystkiego co w morzu pływa robiona na wielkiej patelni. Ja za paellą nie przepadam jakoś wybitnie ale ta była chyba najlepsza z tych które zdarzyły nam sie podczas całego wyjazdu. Zreszta wystarczy spojrzec na te uśmiechy na drugim zdjęciu!



2. Alcazar of Sevilla - absolutny MUST. Moim zdaniem lepszy niż Alhambara (choć trzeba zobaczyć i jedno i drugie). Przepiękne komnaty, zdobione patia i ten ogród! Zazdroszczę mieszkańcom Sevilli - oni mają tam wejście za darmo przez cały rok!




3. Plaza de Espana - przepiekne miejsce otoczone parkiem powstałe przy okazji wystawy światowej - jest doskonałym dowodem jak architektura hiszpańska jest niesamowita w każdym  okresie (nie tylko tym arabskim)


4. Nocne zdjęcie przy katedrze. Zdjęć z samej katedry na razie brak, ale NIE WYOBRAZAM SOBIE jak można byłoby ją pominąć. Największa na świecie katedra gotycka i to piekno i ogrom robi niesamowite wrażenie. Punkt nie do pominięcia. Z wiezy katedry (La Giralda) widok na całe miasto, ale tak naprawdę najciekawiej jest w samej katedrze. Zdecydowanie zabytek nie w stylu "jeszcze jeden kościół".




4. Kamienica w Sewilli, widać kurtyny (?), namioty - w każdym razie chodzi o płachty zawieszane między budynkami, które w dzień chronią ulice przed słońcem. Wygląda to bardzo malowniczo, także w nocy.

5. Korrida - jak juz pisałam, kontrowersyjna, bardzo hiszpańska (na trybunach turyści to nieznaczący ułamek bo tez i bilety są nieturystyczne - my kupiliśmy najatańsze za 12 euro, które były najdalej i całe szczęście! najdroższe kosztowały 90-150 euro i były pełne!!!). W pewien sposób cieszę się (choć nie wiem czy to odpowiednie słowo), że byłam, ale jednak nigdy więcej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz