piątek, 1 lipca 2011

Trzymiesięcznica i chomiki

Trzy miesiące w nowej pracy.

Z jednej strony czuję się jakbym przyszła tam wczoraj, ze swoim przesadnie eleganckim ubiorem (owoc postanowień, że tym razem będę wyglądać "porządnie"), nowym kubeczkiem i sporą dawką obaw.
Z drugiej strony mam wrażenie jakbym była tam od zawsze - przy swoim komputerze z wiecznie zacinająca się pocztą, w biurze które jest na tyle nienowoczesne, że otwierają się okna (cudo!!), z szefami oddalonymi parę tysięcy kilometrów i oddzielonymi oceanem.

I trochę tak jest, że niby świeżo, ale już wszystko znajome. I ludzie, i miejsce i sama praca. Fajnie, że zespół okazał się tak fajny, bałam się, że będę okropnie tęsknić, a tymczasem aklimatyzacja przeszła niepostrzeżenie. Ciężko powiedzieć kiedy się to dzieje. Pewnego dnia po prostu rozmowy przyobiadowe zmieniają tematykę z nudnej codzienności, na coraz ciekawsze opowieści. Ani się obejrzysz a już opowiadacie sobie lekko żenujące anegdoty z wieku dojrzewania, porównujecie rodziny a na koniec następuje obowiązkowa rozmowa o chomikach.

Nie wiem, dlaczego, ale z ludźmi urodzonymi w latach 70-80tych wcześniej czy później zawsze rozmawiam o chomikach, które mieliśmy jako dzieci. O co chodzi: czy o to, że te zwierzątka miały prawie wszystkie dzieci z bloków? A może to absolutna neurotyczność tych gryzoni? Ich niepowstrzymana pasja poznawania świata? Nieważne. Wcześniej czy później chomiki wypłyną. I wtedy już wiadomo - jesteśmy zakolegowani.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz