....wczoraj wieczorem. Witajcie polskie znaki na klawiaturze, witaj Polsko, witaj straszna ilości śniegu. Dobrze było zostać odebranym z lotniska przez tych, którzy czekali, czytali tego bloga i martwili się co u nas. Dostaliśmy polską kolację made by Bobek - nic nie było za słodkie ani za ostre :) Po tylu godzinach samolocie byliśmy zdolni tylko trochę poopowiadać i spać. Jeszcze nadrobimy.
Za to dziś jet lag poderwał nas przed szósta rano. Siedzę sobie w szlafroku w koty, patrzę trochę za okno (co to za snieg, gdzie są palmy?) trochę w komputer i powoli się przyzwyczajam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz