Codziennie czuję się jak kosmonauta. Ubieram kolejne warstwy – geterki, spodnie, podkoszulki, koszulki, swetry, krem, podkład, czapka, buty, torba... po to tylko, żeby już za chwile poczuć się jak wielka pianka, uczestnik wyprawy na Marsa, sigma i pi. Kiedy schodzę na dół oczywiście okazuje się, że.... zapomniałam rękawiczek! Ciężko jest nie przeklinać w Polsce.
Na szczęście zima to jedyny minus powrotu. Po raz kolejny przekonałam się jakie o bezcenne wracać do pracy w której lubi się ludzi i jak dobrze wracać do domu, w którym się kocha przebywać. Powoli się ogarniamy, sortujemy zdjęcia i szykujemy do świąt. W najbliższym czasie postaram się wrzucić też notkę z takimi bardziej praktycznymi poradami dla tych, którzy tez jadą w tamte strony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz