Dni wciagaja mnie na tyle, ze nie ma czasu i ochoty pisac. Jednoczesnie dzieje sie tyle, ze jesli tego nie utrwale to zapomne na pewno. Pozostaje wiec tylko strac sie pisac w miedzyczasie :)
We wtorek nasz lot do Salt Lake City byl opozniony i glodny (obiecany posilek w Delta Aairlines okazal sie precelkami!) Aale n szczescie kiedy o polnocy wyladowalismy nie bylo problemu z odebraniem naszego wynajetego samochodu- czaarnego Doge'a Grand Caravan. Od razu ruszylismy w droge do miejsca w polowie drogi do Arches (Price) ale to z miejsca nie oznaczalo natychmiastwo i kiedy tam dotarlismy byla juz 3:30. Kiedy zaspanym otworzyl nam jeszcze bardziej zaspany wlasciciel, odkrylismy... ze jest z Polski! I ze 30 lt temu wyjechal z zona z Zakopanego i teraz zamiast pensjonatu w Koscielisku prowadza motel w Utah- nawet wystroj jest z elementaami zakopianskimi. Nastepnego dnia zrozumielismy dlaczego temu goralowi nie zal - moze nie ma hal, ale Utah ma niesamowity gorski charakter i krajobrazy.
Pojechalismy do parku narodowego Arches, ktorego glowna atrakcja sa najprzerozniejsze luki skalne powstale pod wplywem erozji w piaskowej sklae. Wybralismy sie na dluzsza gorska trase do luku Double O, gdzie po drodze spotkalismy z kolei... byla bialostoczanke, ktora teraz od 20 lat zyje w NY. Luk wyglada swietnie a Michal nawet wlazl na gore (!!).
Potem obejrzelismy z punktow widokowych pozostale atrakcje i ruszylismy w trase widokowa trasa 24 i 12 do parku Zion gdzie mielismy nocleg. Mialam okazje pierwszy raz w zyciu prowadzic samochod z automatyczna skrzynia biegow (odlot) i porobic troche zdjec w trasie ( z ktorych zadne nie oddaje tego jak niesamowicie wygladaja sklay tutaj). Beztroski nastroj towarzyszyl nm do konca 24, kiedy jednaak wjechalismy na highway 12 - gorska widokowa trase- zrobilo sie ciemno (niestety wynik opoznien z calego dnia). Zawracanie nie mialo sensu, wiec postanowilismy jechac dalej. Jednak byla to droga pelana wrazen- serpentyny gorskie , spore spadki po obu stronach (moze dobrze, ze bylo ciemno bo nie bylo widac jak spore), a na dodatek...zwierzeta! Zaczelo sie od stada czarnych krow ktore beztrosko pasly sie na srodku drogi ( a ktore nie sa tym czego oczekujesz w nocy na gorskiej trasie) - nie bylo to ostatnie takie stado. Do tego: wiewiorki, male wiewiorki, sarny, jelenie a na koncu szakal (tu zdania sa podzielone- sa tez zwolennicy teorii zdziczalego psa). I tak przez prawie 200 kilometrow. Na szczescie amerykanska fauna wydaje sie nad wyraz wyluzowana. Nic nie wbiegalo nam na droge, sarny i jelenie nie uciekaly tylko patrzyly (nic dziwnego, takich madrych ktorzy jezdza taka trasa po nocy nie naliczylismy wielu). Kiedy w koncy zobaczylismy charakterystyczny czerwowonawy asfalt parku Zion naprawde nam ulzylo. Po tym wszystkim spalam tak, ze nie zauwazylam kiedy zrobilo sie rano.
Dzis pierwszy dzien zwiedzania Zionu- najstarszego parku narodowego w Utah. Wszystkie parki zorganizowane saa swietnie- doskonale centra informacyjne, mapy i broszury dla kazdego etc. Zion to wielki czerwony kaanion wyzlobiony przez wode. Dzis poszlismy na trase Angels Landing (ladowanie Aniola, od ksztaltu skrzydel na scianie). Niedluga (4 godziny) wymagajaca wspinaczka, na ostatnim odcinku z lancuchami- widok na szczycie zapiera dech w piersiach ( wszystko to banaly ale co poradze, ze prawdziwe, ze naprawde ciagle mam ochote uzywac takich slow jak piekne, wielkie, niesamowite, majestatyczne jak mysle o tym co tu ogladamy).
Teraz wrocilismy i po kolacji w swietnej pizzerii (nie mamy juz sily patrzec na hamburgery) powoli sie regenerujemy i przygotowujemy do pierwszego wieczoru nie w samochodzie :) jutro idziemy na jeszcze jedna trase w Zion (narrows) a na wieczor jedziemy do Page.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz