Z rzeczy pięknych to w totalnym chaosie minęły nam już prawie dwa tygodnie w nowym lokum. Kosmos. Mam już zdjęcia, wrzucę wkrótce, ale nie o obrazki tu chodzi. Mam świadomość, że pokażą trochę jasnego drewna i białych ścian, oraz zieleniejącą Kopę Cwila która mamy za oknem.
Ale są jeszcze te poranki kiedy wstaje się z najwygodniejszego pod słońcem materaca, słońce jest w całym mieszkaniu, i idzie się boso do okna, jeszcze raz oswajać się z nowym widokiem za nim.
Są te wieczory kiedy siedzi się na podłodze, gada godzinami i chwilami pachnie jeszcze świeżą deską (taki zapach lasu trochę) i czuć jeszcze farbę i nie wierzy się, że to już.
Są pierwsze dni przepracowane z domu, gdzie ma się swój pokój do pracy i nagle można wszystko. Z takim gabinetem (ha, to słowo!) wiesz, że będzie Ci się dobrze pracowało, że można myśleć, kombinować i tworzyć, przy tym biurku przy oknie napisać książkę, albo choćby bajkę dla siebie, że przecież wszystko będzie dobrze.
No i jeszcze te chwile kiedy biegam po domu i szukam czegoś w 50 kartonach z pośpiesznym "kurwa, gdzie to jest" na ustach. I oczywiście jest! jest, znajduje się, już wypakowane, czeka na wierzchu a ja trochę przeklinam camping a trochę się z siebie śmieję.
Tego wszystkiego nie ujmą zdjęcia, ale i tak je wkleję. Już wkrótce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz