Nie ma to obiecywać wpis a potem przepaść.
Jak zwykle po powrocie rzuciło się na nas tyle rzeczy, że ach, och i w ogóle.
Gips zdjęty, pracowe rzeczy ogarnięte, kuchnia zamówiona. I przeprowadzamy się za dwa tygodnie (!!!!)
No, ale miało być o morzu i miłości. Niech więc będzie, bo niestety inne dostępne tematy to katar i nienawiść do zimy, oba zdecydowanie zbyt często tu poruszane.
A więc dawno, dawno temu na początku marca wymyśliłam sobie, że chcę nad morze. Pomysł został podchwycony - jak to bywa z głupimi pomysłami (zimą? nad morze? seriously?) i miała być to wyprawa grupowa. Wkrótce okazało się, że jak to z wyjazdami na które na początku każdy chce jechać, tempo wykruszania się towarzystwa było wprost proporcjonalne do początkowego zapału. Na koniec zostałam tylko ja jako inicjatorka i Michał, który jeśli mówi, że coś zrobi to po prostu robi. Nie znaliśmy się za dobrze i byłam przerażona - jak wytrzymam 8 godzin w pociągu z chłopcem który więcej patrzy i milczy niż mówi? Jak? A to tylko w jedną stronę! No ale trochę głupio było się wycofać.
I tu nie następuje żaden przełom. To był dobry wyjazd. Taki zwyczajnie dobry. Dużo spacerów, mało spania, trochę gadania o abstrakcyjnych rzeczach, dużo milczenia bo przecież ten chłopiec naprawdę nie mówił dużo. Nic się nie działo tak naprawdę. A jednak trzy miesiące później byliśmy już razem i oboje mamy wrażenie, że bez Gdańska by nie było. Trochę mi nawet głupio, że tak mało pamiętam - ogólny dobrostan, jak Michał prawie zasnął w pizza hut i duży sentyment do Gdańska.
Pamiętam też, że jak wracaliśmy była kumulacja i kupiliśmy sobie na spółkę kupon na dużego lotka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to pierwszy z wielu wspólnie kupionych i że tradycyjnie nie trafimy nawet trójki.
Łał... ale się sentymalnie i romantycznie zrobiło..:) Mam teorię, że tak zakochać się można tylko w liceum.
OdpowiedzUsuńTrzymamy kciuki za szybką przeprowadzkę i wpraszamy w pierszwy wolny weekend:)
Romantiko na calego ;) Zapraszamy zawsze!
OdpowiedzUsuń