Na koniec krótkiego miesiąca wraz z pensją nadjechała długo wyczekiwana wanna (w sumie zarówno pensja jak i wanna były gorąco wyczekiwane) co kończy wątpliwości czy już wkrótce będziemy się przeprowadzać. Będziemy.
Michał poczynił też z tej okazji śluby, że przez pierwszy miesiąc życzy sobie brać długie kąpiele codziennie bo musi się tym sprzętem nacieszyć. Skąd ta łazienkowa histeria? Otóż cudowny zaprawdę sklep internetowy zwodził nas co do terminu, nie odzywał się, nie odbierał telefonów, czekał na wannę od producenta, kiedy ją dostał znów zamilkł, odezwał się, powiedział, że wysłał, skłamał, powiedział, że dziwnym trafem kurier do nich nie trafił, i wreszcie... DOTARŁA. Płacenie za sprzęty z góry jest głupie i nie warto tego robić - to tak z mądrych myśli dla potomnych.
Całość trwała 27 dni! i mam silne poczucie, że wyrzeźbiłabym sobie wannę w tym czasie, o taką na przykład:
Tymczasem jest zwykła. Biała. Akrylowa.
Chyba naprawdę na koniec tego remontu powinnam sobie sprawić dużo soli do kąpieli i skrzyneczkę musującego wina...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz