środa, 21 grudnia 2011

Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania (huxley)

Z tym blogiem to trochę dziwnie jest.
Mam  wrażenie, że wpadłam w fazę w której dzieje się tyle, że nie chce mi się pisać, a jak na chwilę przestaję się dziać to chce mi się pisać tylko o rzeczach nieistotnych/niezwiązanych. W ten sposób mam nieodparte wrażenie, że za 10 lat otworzę to i stwierdzę, że moje życie składało się z czytania książek, narzekania na to, że się dużo dzieje i pisania nudnych notek.
Staram się nie dopuścić do siebie myśli, że może to prawda.

A więc garść faktów z ostatnich dwóch miesięcy:

Zdałam prawo jazdy. 22 listopada rano z drżącą nogą na sprzęgle pokonałam placyk i wyjechałam na miasto. W dodatku zdałam dobrze - czułam się dobrze i po raz pierwszy może nie byłam tak przekonana, że wszyscy zginiemy. Egzaminator też był tego zdania bo znalazł mi tylko jeden błąd - raz nie wskoczył mi kierunkowskaz. Na sto procent byłam najszczęśliwszą osobą w całym ośrodku egzaminowania tego dnia.

Kupiliśmy mieszkanie. Choć jeszcze dwa lata temu twierdziłabym, że nie jest nam potrzebne a kredyt hipoteczny na kilkadziesiąt lat jest dla niewolników to.... teraz bardzo, bardzo się cieszę :) Może to irytacja brakiem szafy, może zmiany hormonalne w mózgu lub starość po prostu :)) Jak widać tylko krowa (i niektórzy uczestnicy dyskusji na forach internetowych) nie zmienia poglądów. Póki co nie zdążyłam się tez przejąć wielkością zobowiązania bowiem od obejrzenia pierwszego mieszkania do przelania kasy z kredytu za nasze mieszkanie minęło 7 tygodni (!). Od stycznia startujemy z remontem.

Mamy wielką choinkę. Nieustannie przypomina, że już za chwilę święta. Jestem do nich trochę bardziej przygotowana mentalnie niż w zeszłym roku po powrocie z Tajlandii, ale nadal wydaje mi się to troche niestosowne, że te święta tak znienacka w ogóle ja taka nieuczesana... odpuściłam sobie tez w tym roku pozowanie na domestic goddess i olałam pieczenie pierniczków i innych takich. O ile w poprzednich latach było to super wprowadzenie do świąt to w tym roku nie chce mi się nawet patrzeć w tę stronę. Mam lenia i już. A najpiękniejszą rzeczą w dorosłych świętach jest to, że jak się czegoś nie chce to się tego nie robi. Mam wrażenie, że większość dorosłych Polaków w centrach handlowych jeszcze nie przyswoiła sobie tej prawdy. No chyba, że lubią tak sobie biegać z obłędem w oku.


Mamy pierwsze dziecko w kręgu bliskich znajomych. Donoszę, że na razie jest małe i różowe, z bujną czupryną i od razu lubi imprezy :) Ale co najważniejsze - rodzice wyglądają na nienaruszonych i (prawie) niewzruszonych i dzielnie służą za reklamę rodzicielstwa (ale na szczęście bez cukierkowo-budyniowego rozmiękczenia mózgu). Ufff...


Czytam fajną książkę o poszukiwaczach skarbów. Bez książek się jednak nie obejdzie. Polecam książkę Tomka Michniewicza "Gorączka". Jest bardzo, bardzo fajna. I nie przejmujecie się okładką - nie jest o podstarzałych playboyach w marynarskim stylu.

Tyle faktów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz