O Granadzie uslyszalam po raz pierwszy kiedy jeszcze nigdy nie bylam w Hiszpanii. W korpokuchni dziewczyna z zespolu obok zachwycala sie Hiszpania. "I idziesz ulica, jest wszystko, muzyka, powietrze, slonce... (...) i stalam na balkonie w Grenadzie i to wszystko bylo i bylo tak cudownie... (ach, och, etc...)"
To byl chyba w Polsce zimny listopad. i pamietam jak wzruszylam ramionami i pomyslalam, ze och rozumiem, ze stala na balkonie ale po co to egzaltacja? ;)))
Na szczescie, zycie bywa na tyle ironiczne, ze Ania M. - wlasnie ta dziewczyna z korpokuchni wkrotce przeniosla sie do mojego zespolu i... nagle okazalo sie, ze nie jest nieznosnie egzaltowana za to kocha wszystko to co ja kocham w zyciu i zrozumiala wszystkie moje opowiesci kiedy wrocilam z Barcelony (zaloze sie, ze bylo tam sporo o zapachu powietrza, sloncu i muzyce och, ach ;)) Teraz chodzimy po jej sladach w Grenadzie i skopiuje jej wskazowki w nastepnym poscie bo to jest niezla mapa przyjemnosci w tym miescie. Na przyklad dzis trafilismy do najlepsze tapaserii w jakiej bylam i to bylo cos!
Ale wracajac do samej Granady. Jest to jak na razie najbardziej zywe miasto z wsystkich w ktorych tu bylismy i jak na razie nie moge ogarnac w glowie faktu, ze tak naprawde jest wielkosci Bialegostoku. Te kamienice, te katedry! Te piekne ulice, sklepy wszedzie, kawiarnie, bary, tapaserie. No i Alhambra -polaczenie twierdzy z ogrodem. Wczoraj chodzilismy po miescie ( arabska dzielnica Albacin _ super!) , dzis poranek w miescie a popoludnie w Alhambrze. Warto zobaczyc na maksa, bardziej podobal mi sie Alcazar w Sewilli ale bez Alhambry ten zestaw nie bylby pelen. Niestety Alhambra jest okropbnie zadeptana rowniez o tej porze roku, wycieczki Japonczykow, Polakow i wszystkich innych narodowosci probuja uchwycic jak najwiecej, ale niestey glownie to wlaza sobie na glowe.
Mam swiadomosc, ze takie relacje bez zdjec to srednia rzecz, ale poki co nie mam kiedy skorzystac z komputera! Ciagle cos robimy, wiec o ile na szybka notke z komorki jest jeszcvze czas to juz na wrzucanie fotek niekoniecznie.
Och Ty wiesz jak ja bardzo bardzo kocham ten wpis. Mam takie dziwne uczucia: połączenie wzruszenia z radością i odrobiną smutku, że mapę przyjemności będę przekazywała ludziom dalej, ale już nigdy nie będę żyć tym powietrzem. Aj. Aj.
OdpowiedzUsuńOj wiem... Ale z drugiej strony powietrze Saskiej to tez jest to! :)
OdpowiedzUsuń