środa, 24 listopada 2010
przedwyjazdowy sajgon
Nie mogę się nadziwić, że za każdym razem jest tak samo: totalny relaks po rezerwacji, a im bliżej wyjazdu tym większy sajgon. Nagle wychodzi ileś różnych rzeczy do załatwienia zupełnie nie związanych z wakacjami, bieganina itd. Kończy się zawsze tak samo - w dzikim pośpiechu i wściekli docieramy na lotnisko. Pocieszam się, że jakoś zawsze to (mimo wszystko) zdawało egzamin. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie bo już nie mogę patrzeć na ten padający śnieg.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz