Wczoraj o 6 rano (aaa i to w wakacje!) Wybralismy sie do Petry w Jordanii- przez niektorych oslawionego jako osmy cud starozytnego swiata. Nie wiem czy bylabym az tak entuzjastyczna w opiniach ale miasto wybudowane w skalach naprawde robi wrazenie. Zaczyna sie od spaceru dlugim niesamowitym kanionem a potem odwiedza sie po kolei swiatynie i grobowce wykute w skale, konczac stromym podejsciem pod klasztor (ktore dla nas po wspinaczce w ein gedi a nastepnego dnia na masade, wcale nie bylo jakos specjalnie hardcorowe). Calosc robi spore wrazenie - swiatynie byly wykuwane z jednego kawalka skaly- nie jestem sobie tego w stanie do konca wyobrazic nawet, a juz tym bardziej tego ile to musialo trwac.
Oprocz parku jest jeszcze sama Jordania- troche miaalam nieuzasdaniony lek przed tym krajem- moze ze wzgledu na "uroczych" sasiadow takich jak arabia Saudyjska, irak czy Syria ale okazalo sie, ze jest bardzo ok. Tzn. Oczywiscie jest arabsko w pelnym tego slowa znaczeniu co obejmuje zarowno goscinnosc, serdecznosc i mile ceny jak i sklonnosc do naciagactwa oraz oblesne (czasem) spojrzenia. Czuc niesamowity kontrast z Izraelem - dopiero zrozumialam jak bardzo bezpiecznie, spokojnie i normalnie sie tu czuje. W Jordanii bylo fajnie i na pewno zostalabym dluzej gsybym tylko wiedziala, ze tak jest (kraj jest piekny, na pewno Nie przegpailabym pustyni Wadi Rum) ale raczej nigdy nie pojechalabym tam w pojedynke jako kobieta (do czego Izrael z kolei nadaje sie idealnie). Poza tym z pierwszych wrazen to: spotkalismy milego taskowkarza (kontak do Alego wrzuce pozniej), napilismy sie coca coli tym razem z arabskimi napisami i nareszcie zjedlismy super miesny obiad :)
poza tym niesamowitym doswiadczeniem bylo dla nas po raz pierwszy bycie w panstwie gdzie ppraktycznie nie ma kobiet w zyciu publicznym- w knajpach przy herbacie siedza sami faceci, glownie oni sa na ulicach oraz we wszelkiech rodzaju urzedach. I to jest Jordania, ktora jest super postepowa jak na kraj arabski! Gdzie kobiety pracuja (sami spotkalismy pare- np sprzedajacych pamiatki), prowadza samochody, nie musza koniecznie okrywac wlosow, koncza studia i wystepuja w telewizji i jeszcze maja fajnego na oko krola majacego postepowa Palestynke za zone. A mimo to na codzien wydaje sie jakby spadla tam wielka bomna wybijajaca polowe populacji- nie chce myslec jak to w wyglada w mniej postepowych krajach arabskich.
Moje obserwacje sa z grutnu powierzchowne- spedzilismy tam tylko troche ponad 24 godziny choc chetnie bym zostala dluzej. Jednak stwierdzilismy, ze po ganianinie ostatnich dni czas zakonczyc porzadna dawka odpoczynku i wrocilismy do Izraela cieszyc sie rafa. Juz w poludniu bylismy na Princess Beach plywajac z maska i rurka i obserwujac podwodny swiat. Z jednej strobny chcialabym moc to sfotografowac- z drugiej tego chyba jednak trzeba doswiadczyc samemu bo ciezko to opisac... jutro idziemy na plaze na ktora przypywaja delfiny, mam nadzieje, ze bedziemy mieli szczescie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz