Zawsze bylam dobra w wyszukiwaniu miejsc poza zatloczonymi szlakami ale tym razem przebilam sama siebie. Jestesmy na wyspie w osrodku w ktorym jest 25 domkow i 17 kilometrow pustej plazy. Mieszkamy w pieknym tajskim drewnianym domku, mamy elektrycznosc tylko 4 godziny dziennie, a internet tylko satelitarny. Jest cudownie, czasami tak daleko od rzeczywistosci, ze az surrealnie. Ale po kolei:
Z Kambodzy wyjechalismy rano dwa dni temu, caly dzien jechalismy do Bangkoku a potem wsiedlismy w nocny pociag do Surat Thani. Pociag na poczatku nie wygladal super i jechal wolniej niz strzala polnocy, ale jak juz zrobiono nam lozka to spalo sie super. Rano odebral na busik, z ktorego przesiedlismy sie do glosnej drewnianej lodki, ktora plynelismy na wyspe. W ten sposob po 27 godzinach podrozy wszelkimi srodkami komunikacji dotarlismy tu gdzie jestesmy czyli Golden Buddha Beach Resort i od tej pory zajmujemy sie lenistwem.
W praktyce nasze lenistwo wyglada tak ze plywamy, lazimy po plazy, jemy pyszne obiady, nurkujemyz rurka obserwujac ryby we wszystkich kolorach teczy, wypozyczamy kajaki i oplywamy pobliskie wysepki, gadamy do poznej nocy siedzac na tarasie z palma... Itd itp jak widac na nude nie ma zupelnie miejsca. Gadamy tez managerka tego fajnego miejsca, ktora opowiada nam historie pewnego turysty, ktory zaczal dzien od miejscowej rozowej whisky pana Choi a potem zasnal na plazy i dalej juz jak w tytule - szybko znalazly go malpy...
Teraz jest juz tutaj po 18 co oznacza, ze powoli zapada zmrok, dzungla zaczyna halasowac a my rozkladamy biale moskitiery ktore sprawiaja,ze jest jeszcze bardziej klimatycznie.
O 19 30 idziemy na kolacje i wtedy wysle szybka ta notke na bloga, ktory z tutejszej tez wydaje sie byc zupelnie nierealny.












Zdjęcia poprosimy :)
OdpowiedzUsuń