wtorek, 30 listopada 2010

Tutaj nie pada snieg

Jestesmy po dwoch dniach zwiedzania kompleksu swiatynnego Angkor i mam wrazenie, ze obejrzalam taka ilosc pieknych i poruszajacych miejsc, ze juz prawie zoobojetnialam. Zblazowanie ;)

Wczoraj objechalismy tzw. male kolko czyli pierwsza najbardziej popularna czesc kompleksu. Wstalismy dzielnie po 4 rano (dzielnie, bo jet lag sprawil, ze wiekszosc z nas miala wczesniej spore problemy z zasnieciem). Zaczelismy tradycyjnie od wschodu slonca w Angkor Wat, potem kolejne swiatynie. Nie wierze nadal, ze tu zima, my bylismy totalnie ugotowani i ulge dawala tyko szybka przejazdzka tuk tukiem miedzy swiatyniami. Mielismy w Polsce masochistyczny jak sie okazalo pomysl zeby pierwszego dnia jezdzic rowerem ale na szczescie porzucilismy go jak tylko poczulismy ten upal.

Okolo 12.30 bylismy juz tak padnieci, ze wrocilismy do hotelu po czym zabralismy sie do swietnej restauracji przetestowanej przez nas poprzedniego wieczoru- Khmer Kitchen. To co mi sie tu strasznie podoba to zwyczaj panujacy i w Kambodzy i w Tajlandii, ze kazdy dostaje talez z ryzem a potrawy stawai sie na srodku stolu i kazdy moze sprobowac wszystkiego. Jest to swietne jesli chodzi o poznanie nowej kuchni! Nie da sie ukryc, ze zabezpiecza tez przed przykrymi wpadkami (ktore na szczescie sa rzedkie) - nawet jesli wybierze sie cos bardzo niedobrego to moze ktos inny ma wiecej szczescia :) Moim osobistym numerem jeden  jesli chodzi o potrawy zostal amok - troche podobne do curry, zielone, z kurczakiem i fasolka szparagowa - pycha! Zreszta tak naprawde prawiw wszystko bardzo mi tu smakuje - chyba tyko ostra salatka z mango byla bledem ( mango w ogole jest bledem!). Jesli chodzi o jedzenie to wczoraj po obiedzie zrobilismy sobieowocowa ruletke - kupilismy troche nieznanych owocow na targu i probowalismy po troche wszystkiego - czasami naprawde z zadziwiajacymi efektami.... Jednak  ogolnie  jesli chodzi ojedzenie tutaj to dania glowne smakuja mi prawie wszystkie natomiast slodycze oraz owoce sa niesmaczne/dziwne/trudne.

Z tesknoty za polskimi smakami ;) napilismy sie wczoraj polskiej wodki i dzieki Gwiezdzie pogadalismy z dwojka Australijczykow poznanych w  hostelu. Iscie wakacyjna sceneria -taras otoczony palmami , kolorowe drinki na stole (wodka konczy sie szybko ;)  , wakacyjny luz i rozmowy o glupotach :) Na szczescie dzis rano nie bylo trzeba wczesnie wstawac.

Dzis objazd duzego kolka swiatyn i kolejne swietne wrazenie, moze nawet lepsze bo te byly cichsze i mniej turystyczne. Pozegnalny obiad, zakupy i wlasciwie szykujemy sie do kolacji... Blyskawicznie te dni mijaja.

Jutro wracamy do Tajlandii - caly dzien do Bagkoku, potem nocnym pociágiem do Surat Thani, potem autobusem z Surat Thani,potem lodka na nasza wyspe gdzie bedziemy sie trzy dni lenic! Poniewaz tojuz chybakoniecz swobodnego dostepu do komputera i nie bede mogla juz wrzucac zdjec a tylko posty - to ilustruje wszystko dzis. Mamy mase zdjec i ciezko cokolwiek wybrac ale moze to da jakiies wrazenie.
















1 komentarz:

  1. Fajnie, że piszesz Slonce, tak milo poczytac o wakacjach gdy za oknem zaspy sniegu... ;)
    Wygrzejcie sie na wyspie i czekamy na kolejne zdjecia! :)
    p.s. chyba nie odnalazlabym sie w tamtejszej kuchni, dziwnie to wszystko wyglada, hehe.
    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń